Mocny Dmuch

MOCNY: Co może pójść nie tak, jeśli nie znasz strachu? Zawsze bądź silny na przekór światu!

NARRATOR: Mocny często powtarzał ten slogan, niczym mantrę. Jeszcze nie widział, że te słowa znajdą swoje drugie dno. Ale nie uprzedzajmy faktów. Zacznijmy od tego, że Mocny przeżywał każdy dzień po swojemu, cieszył się życiem, łapał chwilę. Korzystał z młodości (czasem również swojej) i generalnie wszystko miało być błogo i pięknie już na zawsze, gdyby nie pewien… i tu chyba najlepiej by się posłużyć cytatem Mocnego „Mój Arcywróg!” (koniecznie wypowiadać z pogardą w głosie!). Kim był Arcywróg Mocnego, tym już Mocny nie lubił się chwalić. Na potrzeby tej historii będziemy go po prosu nazywać „Arcywróg Mocnego”, w nadziei że kiedyś odkryjemy jego sekretną tożsamość.

Lecz najpierw słów kilka o Mocnym. Postawny mężczyzna, zawsze górował nad rówieśnikami pod względem wzrostu liczonym z centymetrach. Lub metrach. Oby nie w calach, bo jak wspomnicie o calach to Mocny może się wkurzyć. A wkurzenie Mocny ma również mocne. Skądś przecież ma tą ksywkę, prawda? Przecież się z taką nie narodził!

I tu niespodzianka. Bo się urodził. Imię Mocny, nazwisko Dmuch. I tyle w temacie. To znaczy powiem że raz jak Mocny miał sesję mocnego myślenia (tak, tak – wszystko robi mocno!) to wpadł na genialny pomysł, że ze swojego imienia i nazwiska stworzy super ksywę, nazwę brandu, firmy, zespołu czy czego tam jeszcze byście chcieli. I wiecie co mu wyszło po połączeniu? Aha. Nie trzeba sklejać. Wyszło: Mocny Dmuch!

No a co z Arcywrogiem który zachwiał spokój ducha Mocnego spytacie? Cóż uczynił tak strasznego i okropnego, że Mocny porzucił hedonizm oraz stoicyzm i rzucił się w wir chaosu, zwanym showbiznesem. No cóż, to prawdopodobnie jedynie plotka, ale jeśli jej wierzyć (ja nie wierzę) to była to właśnie kwestia wiary. To znaczy gościu możliwe że był księdzem, albo przynajmniej jakimś kościelnym, i jeśli wierzyć legendzie to wydał płytę (chyba chodziło o kolejne wydanie kolęd świątecznych w nowym/starym wydaniu. Czyli podkłady w wersji midi plus chórek ministrantów. Ot, kolejna płytka z coverami kolęd, nawet okładka podobno nijaka. Nie wspominając już o tym że płyta została wydana na kasecie. A do tego w szaleńczym nakładzie sześciu kaset, bo magnetofon wciągnął taśmę i już było po ptokach). I to jakimś dziwnym trafem wyprowadziło Mocnego z równowagi.

MOCNY: Płytę wydał? Jak wydam dwie! Co tam dwie, ja wydam cztery płyty!

NARRATOR: I na nic były wołania kolegów w stylu „Mocny, Ty jeszcze nawet jednej piosenki nie napisałeś. A co dopiero chcesz płyty wydawać? I to całe cztery!”. Mocny co prawda nie znał nut, teorii muzyki, ani nawet języka polskiego na poziomie na akademickim, ale jak coś postanowił… to jak ten osiołek, no wiecie.

MOCNY: I będą tak trochę podwójne, więc liczy się jak osiem!

NARRATOR: Tego to już nikt nie zrozumiał. Co to znaczy „trochę podwójne”? Ale Mocny już nie słuchał. Tego dnia miał inne plany. Bardzo pilnie musiał zrobić internetowy kurs gry na saksofonie…